Najlepsze albumy lat 80 tych

Z perspektywy czasu 1980 wydaje się być tak prostym i niewinnym rokiem. Jimmy Carter, prawdziwy humanitarysta, kierował USA, a Margaret Thatcher dopiero zaczynała dzielić Wielką Brytanię, ale nie wspięła się jeszcze na szczyt. Tak więc wersja lat osiemdziesiątych, której wielu nienawidzi – niepohamowany kult pieniądza, wraz z implikacją, że zwykłe zarabianie na życie było w jakiś sposób nieudacznikiem – tak naprawdę nie zaczęło się, dopóki Ronald Reagan został prezydentem USA.

Ale w 1980 roku rzeczy wciąż były w dużej mierze pocięte i wysuszone: komunizm był zły, ludzie myśleli, że disco jest do dupy, a Mark David Chapman mógł iść prosto do piekła.

Muzycznie wpływ punka pozostał ogromny, ale przeszliśmy do post-punka, nieskończenie bardziej interesującej wariacji, która wydawała się mieć niewiele reguł, a przez to znacznie więcej wyobraźni. W tym samym czasie czcigodne gatunki z lat 70. nadal rosły w siłę, a metal miał ujrzeć światowy odrodzenie.

Podsumowując, był to dobry rok dla albumów i wydano kilka klasycznych utworów wszechczasów, takich jak płyty, które są zakopane w kapsułach czasu lub kręcone w kosmos. Cieszyć się.

REKLAMA:

Najpopularniejsze albumy lat ’80.

ABBA – Super Trouper

Podczas gdy haczyki są tym, co uczyniło Abbę ostoją Top 40, wielu współczesnych muzyków interesuje się nimi za aranżacje wokalne i produkcję autorów piosenek Benny’ego Anderssona i Björna Ulvaeuso, którzy mogliby poprowadzić studio nagrań. W erze cynizmu i ironii prawie trudno jest wymyślić, jak cieszyć się Abbą – ach, pieprzyć to. Po prostu podkręć to.

Stevie Wonder – Gorętsza niż lipiec

„Hotter Than July” to właściwa kontynuacja mistrzowskiego utworu „Songs In the Key of Life” z 1976 roku, na którym znajdują się najtrudniejsze utwory do wykonania. Nie osiąga tych szczytów, co nie jest wielkim zarzutem, ale jest to solidny album, na którym Wonder zaczyna wykazywać kilka pęknięć po długim okresie świetności.

The Clash – Sandinista!

Rozległy, ambitny, pobłażliwy, błyskotliwy, zarozumiały – jest tyle przymiotników, które można opisać „Sandinista!” ponieważ na tym potrójnym LP są utwory, których jest 36. Czy jest wypełniacz? Oczywiście. Nie ma idealnych podwójnych albumów, więc potrójna nie ma szans, ale można się założyć, że nie znajdziesz innych, którzy tak dziko i pewnie poruszaliby się między tak wieloma gatunkami: wczesny rock, dub, punk, swing jazz, dance, elektronika (w pewnym sensie), pop, czymkolwiek jest „Junkie Slip”.

U2 – BOY

Debiutancki album U2 pokazuje, że zespół jest szczupły, twardy i przekonany o własnej nieomylności na wszystkie sposoby, na jakie mogą być tylko bardzo szczerzy 20-latkowie. Dla każdego, kto zna tylko cięższe prace U2, takie jak „The Unforgettable Fire” i „The Joshua Tree”, muskularny „Boy” może być ekscytującą przejażdżką. Kluczowe utwory: „I Will Follow”, „Twilight”, „Out of Control”.

Queen – The Game

Ostatni naprawdę świetny album Queen jest wypełniony rodzajem doskonale bombastycznego rock and rolla, który fani od dawna kochali, oraz kilkoma lewymi zwrotami, które świetnie się sprawdziły. Choć kwestionowanie integralności utworu takiego jak „Another One Bites the Dust” w 2020 roku może wydawać się absurdalne, wywołało poruszenie w 1980 roku, kiedy fani rocka natychmiast nie ufali wszystkiemu, co brzmiało choćby trochę jak disco. Fani rocka byli kiedyś głupi.

Freddie Mercury ma spektakularny głos, a Brian May się miażdży, zwłaszcza w „Dragon Attack”. Po „The Game” Queen konsekwentnie borykała się z problemami – poza „Under Pressure” – a pozostała część jego katalogu jest nierówna.

AC/DC Back in Black

Czy kiedykolwiek istniała lepsza płyta dla uzależnionych od hormonów 16-latków, które mają więcej trądziku niż opcji? Hardrockowy klasyk pod każdym względem „Back In Black” jest jednym z najlepiej sprzedających się albumów wszechczasów i jednym z najbardziej nieprawdopodobnych sukcesów rockowych.

Wokalista Bon Scott zmarł, krztusząc się własnymi wymiocinami, kiedy zespół osiągał szczyt popularności. Ale Malcolm i Angus Young szybko zwerbowali Briana Johnsona, a reszta to bardzo hałaśliwa historia. „Hell’s Bells”, „You Shook Me All Night Long”, „Rock and Roll Ain’t Noise Pollution”, utwór tytułowy – to uosobienie wielkiej, głupiej zabawy.

Podsumowanie

Lata 80 to moim zdaniem najlepszy okres w świecie muzyki. Tak naprawdę można by wymienić o wiele więcej albumów, które miały wpływ na ludzkość w tym okresie. Chociażby Iron Maiden, The Police, Dire Straits czy David Bovie. I jestem pewien, że pominąłem, choć niespecjalnie dziesiątki artystów, którzy na to zasługują. Mam ogromny sentyment do tamtego czasu, choć byłem wtedy mały szczylem, ale muzyka była częścią mojego życia i do dziś to pamiętam.